Już wychodząc ze szpitalnego pokoju, Luke rzucił spojrzenie przez ramię i uśmiechnął się na widok tych dwóch kobiet jego życia, pod niektórymi względami do siebie podobnych, o takich samych klasycznych rysach twarzy, błękitnych oczach i jasnej cerze, lecz jednocześnie tak bardzo się różniących. Po czarnowłosych irlandzkich przodkach Regan odziedziczyła krucze włosy, pozostałość pierwotnych cech Hiszpanów, którzy osiedlili się w Irlandii, kiedy ich Wielka Armada została rozbita przez Brytyjczyków. Nora natomiast była naturalną blondynką liczącą metr sześćdziesiąt dwa wzrostu, niższą od córki o dziesięć centymetrów. Luke, mierzący metr dziewięćdziesiąt, górował nad nimi obiema. Jego niegdyś ciemne włosy były obecnie niemal całkiem srebrne. .
Cierń skinął głową.. Podczas takich długich podróży cztero - czy pięcioletnie dzieci siedzą na podołku jadących wierzchem służących, starsze siedzą przypięte w siodłach podobnych do kołyski, trzymając się drewnianych łęków.. Wszyscy zainteresowani byli zupełnie pewni, że Luiza pochłonięta obserwowaniem przybijającego promu po prostu nie mogła zauważyć Soni Karnell, która poruszała się z szybkością kobry. Mylili się. Dokładnie w chwili, kiedy Karnell otarła się o nią i odwracała, by krzyknąć: "Złodziejka!", Luiza okręciła się nagle na pięcie i syknęła: - Mam cię, ty dziwko! - Jej prawa noga wystrzeliła niczym tłok silnika do przodu prosto w kolano Karnell. Gdyby ten cios dotarł do celu, Szwedka runęłaby na ziemię i nie była w stanie się podnieść. Karnell spostrzegła się w porę i w ostatniej chwili sparowała uderzenie półobrotem całego ciała. Czubek buta przeorał jej udo, ale rana była tylko powierzchowna i nie wyeliminowała jej z walki.. Do wybrania tego drugiego sposobu działania skłaniały go zarówno logika, jak i fakt, że dużo lepiej władał ogrodową motyką niż dzidą. Może to mniej chwalebny sposób, ale bardziej praktyczny. Odwrócił się i wysunął się na korytarz.. — Nie... nieźle — odparł Pete kręcąc z niedowierzaniem głową, tak jakby nie był jeszcze pewien, że jest już po wszystkim. — Ale jak zobaczyłem, że Kyoto otwiera ten scyzoryk... No, w każdym razie będę długo pamiętał ten moment. Wolałbym, żeby nic takiego nie spotkało mnie... — zawiesił na chwilę głos i spojrzał na Jupe’a — ...czekaj, jak on się nazywał, ten kruk z wiersza Poego, no i sroka Maureen Melody? O, mam. Nevermore! Tak, nevermore! Nigdy więcej!. Kruk usiadł na swym zwykłym stołku. Wysypał na stół garść miedziaków.. Zdjął nogi z oparcia fotela i przygotowywał się do wstania - tak się przynajmniej wydawało, choć może był to blef. Otworzył i zacisnął pięść, gapiąc się na swój sygnet. Potem zaczął polerować złoto, jakby to był pistolet, który zawsze musi być dobrze naoliwiony. W tym kraju nie można było uciec od złota. Było w kurzu miast, artyści używali go jako farby, wydawało się więc zupełnie naturalne, że policjant użyje go do obicia komuś twarzy..