Do rzeczywistości przywołało ją sygnalizujące zbliżającą się porę karmienia Chantal uczucie pełności w piersiach. Ubrała się, otarła rękawem twarz i ruszyła z powrotem w górę zbocza. Gdy chwilowy nastrój przygnębienia minął i powróciła jasność myślenia, wydało się jej, że od początku tego małżeństwa odczuwała jakiś nieokreślony niedosyt. Zaczynała teraz rozumieć jego przyczynę. W pewnym sensie przez cały ten czas wyczuwała nieszczerość Jean-Pierre'a. Ta dzieląca ich bariera sprawiła, że właściwie nigdy nie stali się sobie bliscy. .
- Ktoś z nas powinien ostrożnie rozejrzeć się tutaj - nalegała Wawrzyn. - Może popytawszy na dole, dowiedzielibyśmy się, dokąd pojechali i czy ktoś ich tutaj zna. Może są gdzieś w pobliżu.. Rogan uśmiechnął się niepewnie.. Jeden potężny mężczyzna zdradzał wyraźne objawy: był zielony na twarzy. Podniósł rękę.. Schodziłem w dół podziemnym korytarzem. Początkowo szukałem drogi po omacku, ale moje oczy dość szybko przyzwyczaiły się do ciemności. Na rękach niosłem drżącego i kwilącego baranka. O sobie nie myślałem, nie chciałem, aby zawładnął moim sercem strach. Dostrzegłem w końcu małe światełko u wylotu tunelu i przyspieszyłem kroku. Nie wiedziałem, kto czeka na mnie w trzewiach jaskini, pragnąłem jednak, aby jak najszybciej stało się to, co nieuniknione. Im niżej schodziłem, tym mocniej czułem okropny smród, jakby siarki przemieszanej z wonią rozkładającej się padliny. Przemknęło mi przez głowę, że tak mogłoby zionąć piekło, którym straszą poczciwych kmiotków utuczeni ich bojaźnią księża.. Tak, to Magiczna Różdżka. Pręt, za którego pomocą można czerpać energię elektromagnetyczną z planety. Taką samą zdolność wykazywały pozostałe tego rodzaju różdżki, lecz ta jako jedyna nie miała urządzenia zabezpieczającego, które ogranicza moc. Była niebezpieczna w użyciu.. Wśród jeńców przeważały istoty płucodyszne, jednak byli też przedstawiciele dwóch gatunków oddychających metanem i jeden skrzelodyszny. Obcy nie wyglądali też wcale na zdumionych różnorodnością rasową panującą na pokładzie statku Wspólnoty. Co więcej, uznawali, że ich federacja może spokojnie równać się pod każdym względem ze Wspólnotą. Gdy Ampliturowie to usłyszeli, uradowali się jeszcze bardziej.. - Masz rację - przytaknął Pete. - Nie wszedłem do baru, bo Scott by mnie rozpoznał. Pojechałem za Ramirezem.. - Przecież mówiła pani, że na Minerwie ich nie było - zaoponował ktoś z sali.. Lamar zniknął na chwilę i wrócił z czterema butelkami moosheada.. - Dlaczego nie miałoby być pokoju, jeśli nie byłoby już żadnej wojny? Wszyscy rzucą walkę i pójdą do domu..