- Złotko, jeżeli dojdzie do jakiejś pieszej gonitwy, ty nie będziesz próbowała brać w niej udziału, prawda? .
Hilda oparła się o mnie jak kot i powiedziała:. Zdeponowanych - najczęściej na numerowych kontach - pieniędzy nie można już było potem praktycznie odnaleźć. Lecz wiele transakcji bankowych zbiegało się z zakrojonymi na dużą skalę operacjami przeprowadzanymi przez spółki. Pieniądze były zwykle deponowane na jednym z wielu kont numerowych. Albo superkont, jak je nazywał Mitch. Podał na użytek sędziów owe numery kont i nazwy banków. Po zarejestrowaniu nowych spółek pieniądze były przelewane z superkont na konta owych spółek, często w obrębie jednego banku. Gdy pieniądze znalazły się już w legalnej spółce kajmańskiej, rozpoczynał się proces prania gotówki. Najprostszą i najczęściej przez firmę stosowaną metodą było nabywanie w Stanach nieruchomości lub innych legalnych aktywów. Transakcje te przygotowywali ci wspólnicy firmy Bendini, Lambert i Locke, którzy zajmowali się pracą koncepcyjną, a wszystkie pieniądze przekazywano przelewem. Zdarzało się często, że spółka kajmańska wykupywała inną spółkę, która była właścicielem spółki panamskiej, a ta z kolei była właścicielem duńskiej spółki holdingowej. Duńczycy kupowali fabrykę łożysk tocznych w Toledo, przelewając pieniądze z banku w Monachium. I w ten sposób brudne pieniądze stawały się czyste.. - Najlepsza z dziewcząt, ile to już dni? To pole lete całkiem pomieszało mi poczucie czasu.. Na południe od naszych wzgórz mogliśmy podziwiać olbrzymy Himalajów, chociaż ich szczyty odległe były jeszcze o dobre sto kilometrów. Nie sposób było oprzeć się pokusie, aby podejść bliżej. Pewnego dnia postanowiłem wraz z Aufschnaiterem wybrać się na górę Tarsangri. Aby dostać się do jej podnóża, trzeba było najpierw przekroczyć szeroką tutaj rzekę Cangpo. Wprawdzie na drugi brzeg można było przeprawić się promem sporządzonym ze skór jaków, ale przewoźnicy mieli zakaz przewożenia nas. Nie pozostawało więc nic innego, jak przedostać się na drugi brzeg wpław. Niewiele brakowało a prąd porwałby tłumoczek z ubraniem, który Aufschnaiter trzymał ponad głową. Na szczęście pochwycił go w porę, bo szkoda byłoby cennych ubrań. Dalej obyło się już bez kłopotów. Z „naszego” wierzchołka rozciągał się rozległy i wspaniały widok na krainę gór, których szczyty alpiniści znają tylko z nazwy. Ponieważ nie mieliśmy aparatu fotograficznego, przynieśliśmy stamtąd jedynie szkice. W drodze powrotnej oszczędzono nam trudności z przeprawą, bo wszyscy się cieszyli, że nas nie „nakryto”.. - Gdzie Luiza? - spytał ostrym tonem. - Czy ona to widziała?. - Hej, stary! - wrzasnął ten siedzący bliżej. - To najbrzydsza choinka, jaką kiedykolwiek widziałem!.